Wyszukiwarka:

poniedziałek, 21 listopada 2016

"Archies," czyli łukowate kolczyki po raz drugi, po raz trzeci

Gdy to właśnie TEN model...


... to trzeba go mieć w kilku wersjach. ;-)
Pamiętacie moje kolczyki na jedną z poprzednich wymianek? - Były haftowane, łukowate i zielonobrązowe. Kiedy Pani Maja je zobaczyła, zechciała mieć własną ich wersję, w intensywnych różach, granatach i złocie. A kiedy je dostała, spodobały jej się na tyle, że zechciała mieć jeszcze jedne, jeszcze inne, tym razem drobniejsze (rozmiar zmniejszony o ok. 1,5 cm) i w kolorach morskiego i turkusu. 
Prośby spełniłam i każdą parę starałam się uczynić nieco inną, jedyną w swoim rodzaju. :)

Co o nich sądzicie? :)

W związku z tym, że model dorobił się już trzech wersji, postanowiłam nadać mu imię, które nawiązuje do kształtu kolczyków: Archies.

***

When you know it is THIS VERY model...


... you simply have to have it in various versions. ;-)
Do you rememer my earrings for a craft exchange recently? - They were embroidered, archy and green-brown. When Mrs Maja saw them, she desired to have her own version, in intense pink, navy blue and golden. When she got these, she liked them much enough to desire a yet another version, different, a little smaller (ca. 1.5 cm smaller in size) and in beautiful turquoise and teal.
I delivered and tried to make each pair special and unique. :)

What do you think of them? :)

Since this model has already had three versions, I've decided to give it a name that would relate to the shape of the earrings: Archies.






















wtorek, 25 października 2016

Bhréagnú, krawat haftowany koralikami

Dziś, Panie i Panowie, zaszczyt mam przedstawić

Bhréagnú, czyli sprzeczność

Ostatnimi czasy latam jakoś tak dużo, i do zrobienia mam dużo, i tyle spraw się po głowie pałęta, że nie zdążyłam nawet wstawić tutaj mojego najnowszego dokonania, haftowanego koralikami damskiego krawata. Piszę: dokonanie, bo ten dość niekonwencjonalny naszyjnik zdobył wyróżnienie w finalnym etapie konkursu Royal-Stone (podium było na prawdę imponujące; wszystkie nagrodzone prace można obejrzeć TUTAJ)

Tak więc, Bhréagnú jest naszyjnikiem-sprzecznością. Miał on reprezentować moją osobowość, no więc reprezentuje. Pozwolę sobie zacytować treść mojego zgłoszenia konkursowego: Niby naszyjnik, ale jednak krawat. Krawat: niby męska ozdoba, a ten jednak damski. Niby wystawny i naładowany świecidełkami, ale w kształcie formalnym i eleganckim. W czerni, ale też pomarańczowych złocieniach. Matowy, ale błyszczący. Do noszenia pod kołnierzykiem koszuli i przy sukience. Szczerze mówiąc, nawet jednocześnie zaplanowany i improwizowany... Łączący mój najukochańszy haft koralikowy, w którym staram się doskonalić, i sutasz, którego nie sposób odłożyć, jak się raz spróbowało. 

Oto Bhréagnú.

(wkrótce dołożę zdjęcia przy koszuli!)

***

Today, my dear ladies and gentlemen, I present you:

Bhréagnú, which means "contradiction"

I've been running around lately, and have had much to do lately, and so many things on my mind lately, that I'm even uploading my newest achievement here late. It's a bead-embroidered women's tie. I say: achievement, because this pretty satisfactory necklace got an award in the final stage of the calendar contest by Royal-Stone (the first three prizes went to truly impressive works; all awarded jewelries can be seen HERE).

Anyway, Bhréagnú is a necklace representing contradiction. It was to be a manifestation of my character, so it is. I'll now allow myself to quote my own contest entry: It seems to be a necklace, but it's also a tie. A tie is mostly a men's accessory, but this one is women's. It seems bling-bling and shiny, but it's also formal and elegant. It's black, but also orange-gold. Matted, but shiny. To wear with a formal shirt and with a dress. Frankly speaking, it's also both planned and improvised... It mixes my beloved bead embroidery and the amazing art of soutache.

I give you, Bhréagnú.

(I'll try to upload some pictures with a shirt soon!)






A na koniec wisienka:





czwartek, 6 października 2016

Jadowite kolczyki

Dziś krótko i na temat:

kolczyki, które miały wyglądać zupełnie inaczej (z pierwotnego założenia zostały tylko sznurki!)

***

Today the writing will be scarce:

earrings that were supposed to look completely different (only the soutache strings are left from my initial plan!)




sobota, 1 października 2016

'Stargazer' - konkursowy kosmiczny naszyjnik

"Stargazer", czyli (nie tak bardzo) czarna dziura / "Stargazer:" a (not-so-) black hole


Uwaga! W tym poście spodziewajcie się ogromu zdjęć! Po raz pierwszy chyba przy niemal każdym etapie pracy udało mi się przypomnieć sobie, by zrobić fotkę. Choć sam naszyjnik nie uważam za stuprocentowo udany, to dokumentacja z pracy nad nim całkiem mi wyszła. ;-)

***

Caution! Be prepared for a lot of pictures in this post! For the first time nearly at every stage of the making of this necklace I managed to remind myself about taking a pic. Though the necklace itself does not seem a great success to me, the work-in-progress docmentation turned out pretty good. ;-)

Jak powstawał / The making of









Efekt finalny: / The result:


"Stargazer" jest moją interpretacją szerokiego tematu "KOSMOS"; inspiracją, które świetnie podpasowała mi do mojej druzy agatu, była czarna dziura, pochłaniająca wszystko wokół siebie. Naszyjnik miał być trochę mroczniejszy, ciemniejszy, ale w ostatniej chwili zmieniłam zdanie.

Naszyjnik w pocie czoła i bólu pokłutych paluszków tworzyłam na konkurs Royal-Stone; na ich fanpage'u na FB możesz znaleźć album ze wszystkimi wspaniałymi pracami konkursowymi. Jeśli podoba ci się mój naszyjnik - 'zalajkuj' zdjęcie w albumie, praca z największą ilością 'lubię to' zdobędzie nagrodę publiczności. :)

***

"Stargazer" is my interpretation of the broad subject of "THE UNIVERSE/COSMOS;" I was inspired by the motif of black hole, which was perfect for my amazing agate druzy stone. The necklace was to be a lot darker, but I changed my mind in the last moment.

I have made this necklace in toil and pain of severely needle-stabbed fingers for a contest organised by Royal-Stone; on their FB fanpage you can find a photo album with all the entries. If you like my necklace, 'like' the picture of in the album - a work with the most 'likes' gets the audience award. :)












piątek, 2 września 2016

Biżuteryjna wymianka dobra na każdą okazję...

Wymianki biżuteryjne wciągają na maxa. 

To moja druga, a już wiem, że chcę wziąć udział w następnej. Co prawda za każdym razem bardzo stresuje mnie deadline, no i fakt, że jak na złość coś się zawsze wydarzy i czas leci jak powalony, a w głowie zamęt, ale dotychczasowe dwa razy udało mi się wyrobić z terminem.

Tym razem tematem akcji jednocześnie okazją do wymienienia się prezentami było mało znane święto, które obchodzimy właśnie dziś (znaczy się, kto obchodzi, ten obchodzi ;-) ); święto, które jako jedno z wielu sama jakiś czas temu zaproponowałam dla żartu, gdy poszukiwany był odpowiedni temat do takiej wymianki - Dzień Dużego Rozmiaru. Narodził się pomysł na Wymiankę XXL.

Interpretacja tematu była dowolna, i niektórzy na prawdę zaszaleli. Na przykład Paulina, która mnie wylosowała, ku memu zachwytowi i radości, zaszalała z zestawem widocznym na poniższych zdjęciach:


Nie dość, że autorka bezbłędnie trafiła w moje gusta estetyczne, to jeszcze trafiła w te praktyczne i smakowe... Nic dodać, nic ująć: nie tylko wisior, ale i radość tu jest XXL (PS. jedną z czekolad już wcięłam).

Jeśli podoba Ci się ten niezwykły wisior, którym obdarowała mnie koleżanka po fachu, koniecznie zajrzyj na jej stronę - wystarczy kliknąć w zdjęcie. :)




A co ja przygotowałam na wymiankę XXL?

W związku z finalizacją i obroną pracy magisterskiej, a następnie niezły młyn z wynajmowanym mieszkaniem i ostateczną przeprowadzkę (wiem, wiem, tłumaczę się), udało mi się tylko wykonać te kolczyki...

Żeby nie było - kolce zdecydowanie wpisują się w kategorię XXL, są wielgaśne, ale leciutkie. :) Planowałam jeszcze wisior, ale nie dałabym rady wyrobić się w określonym czasie, a nie chciałam wybornej artystce posyłać bubla robionego na szybko. Nadrobiłam zatem sporym kryształem, zestawem różnorakich koralików, pyszną czekoladą i zestawem pachnących herbatek (których, oczywiście, nie sfotografowałam w tym całym zmieszaniu.


Czemu CZSZY-DE?

Założenie było takie, by kolczyki przez swą wypukłość lepiej wisiały przy twarzy - są tak duże, że na płasko mogłyby odstawać i przeszkadzać, a przy rozpuszczonych włosach nawet psuć fryzurę. Jednak by kolczyki były jak najlżejsze w stosunku do rozmiaru postanowiłam je niczym nie wzmacniać - jak się okazuje, być może powinnam, bo już w transporcie trochę oklapły i nie są już tak intrygująco wygięte. 
Mimo wszystko podoba mi się ten wzór i koniecznie muszę zrobić podobne i poeksperymentować ze wzmocnieniem tyłu! :)


Ciekawi Cię, do kogo trafiły kolczyki? Kliknij w ostatnie zdjęcie (albo TU), a przeniosę cię na stronę artystki! :)