Posty

Wyświetlanie postów z 2017

Concursatio, wisior z labradorytami

Obraz
Jesień nadeszła, a z nią chłód, katar i jesienne smuteczki.

Mimo niewielkiej ilości wolnego czasu udało mi się dokończyć wisior, który zaczęłam haftować jeszcze w połowie sierpnia.
Na końcu dołączam nietypowy bonus: filmik, który nagrałam, bo szkoda mi było, że na żadnym zdjęciu nie sposób ująć ognia wszystkich trzech labradorytów.
***
So, Autumn has come, bringing cold, runny noses and autumn sorrows.
Despite little free time, I finally managed to finish a pendant I started back in August.
By the end of this post there is a bonus: a short video I made because I was sad it was impossible to capture the fiery colours of all three labradorites in one picture.





Music: Agnes Obel - September Song

PS. Nie oglądajcie filmiku w trybie pełnoekranowym. Jakość jest do bani ;-)
***
PS. Do not watch the video in full screen. The quality sucks. ;-)

ፀሐይ - Wisiorek na konkurs Preciosa Ornela

Obraz
Inspiracja przychodzi znienackai zabiera mi kompletnie kilka wieczorów tuż przed ostatecznym terminem przesyłania zgłoszeń. Moi drodzy, praca na konkurs Preciosy, edycja sierpniowa, inspiracją były koraliki Pip. :)
***
Inspiration gets you by surpriseand completely consumes several evenings of my time right before the final deadline. Ladies and Gentlemen, here's my entry for this month's contest from Preciosa, inspired by Pip pressed beads. :)




PS. "ፀሐይ" w języku amharskim oznacza słońce; wisior istotnie zawiera w sobie taką symbolikę. :) *** PS "ፀሐይ" means sun in Amharic; I think it indeed has some of this kind of symbolism. :)



Wychodzi szydło z worka

Obraz
Kiedy szefowa powiedziała mi, że przydałaby jej się pomarańczowa bransoletka...a ja po długiej rozłące wzięłam do ręki szydełko, moje nadgarstki przypomniały sobie wszystkie ruchy, i oczywiście nie poprzestałam na jednej bransoletce. Szefowa dostała trzy, a z rozpędu zrobiłam sobie jeszcze naszyjnik.
***
When my boss told me at work that she could use some orange bracelet...and I took hold of a hook after a longer while of not touching it at all, my wrists suddenly remembered all the moves and I sure didn't stop at just one bracelet. And so my boss got three, and I also made myself a necklace once I was on a roll anyway.





Chciałam Wam jednak pokazać dziś coś jeszcze. Kilka miesięcy temu podjęłam się wyhodowania drzewka z pestki awokado. Czary sprawiły, że - w przeciwieństwie do wszelkich innych roślinek -  moje awokado nie umarło od razu, a nawet z takiego nieśmiałego pyrtka... *** I also want to show you something else. Several months ago I got around to growing an avocado plant from…

SUMMER - kolczyki z pomponikami

Obraz
PL Wiecie, kiedy zaczęłam szyć te kolczyki?
W marcu. Yep. Prawie 5 miesięcy. Praca / pasja / pisanie magisterki, a przy tym jeszcze wysypianie się i prowadzenie jakiegokolwiek życia towarzyskiego to dla mnie chyba za wiele na raz. Jak szyć? 😩
Tak czy siak, poniżej dość zadowalający efekt wiosenno-letnich wieczorów i nocy:
*** EN Do you know when I started sewing these?
March. Yep. Nearly 5 months. Work / hobby / thesis writing plus getting sleep and having any social life is, I think, a bit too much for me to accomplish at once. Quoi faire? 😩
Anyways, below you will find a relatively satisfying result of my spring and summer evenings and nights:


*DOSTĘPNE* *AVAILABLE*

Się robi

Obraz
Czego dawno nie było...czasu. Na zrobienie czegokolwiek poza tym, co było trzeba do pracy, na studia... cóż, praca, którą się lubi, sama zabiera się o domu, a magisterka, jak się okazuje, sama się nie pisze. Jestem w szoku. Moje koraliki są w rozsypce. Sutasz i jedwabie są wprost rozdarte. Klej jest nieco zmieszany. Labradoryty i agaty po prostu skamieniały. Igły osłupiały, a sznurki płaczą ze mną, pytając: jak szyć?
Nie było również chęci. Wierzcie mi lub nie, ale dopadła mnie energiożercza pozimowa flora: niechcemisie, chandrakony, smutkoty, odchodzęodzmysłonie, wątpliwoły i depresjaki. Po obiedzie o 18, skończeniu (a raczej żałosnej rezygnacji ze) spraw bieżących na studia czy do pracy, patrzyłam na zegarek, na którym była już 22 (w te luźniejsze dni) czy 23 (w te nieco bardziej napięte), i nawet, jeśli którejś radosnej soboty między sprzątaniem a robieniem zakupów na następny tydzień udawało mi się znaleźć te 2-3 godziny dla siebie, wolałam posiedzieć niczym ameba z rozdziawioną…