Wyszukiwarka:

sobota, 27 lutego 2016

'Flamingo' naszyjnik soutache w różach

Mówiłam, że nie lubię różu? Wszystkie kolory da się lubić, jak widać. Bardzo jaskrawy i bardzo pięknie wyglądający na dekolcie, w mocnej fuksji i hematycie, na srebrnoszarym sznurku, z pięknym barwionym agatem. Ale niech mówi za siebie.

***

Did I say I dislike pink? I guess all colours are likeable after all! A very bright and beautiful on cleavage, in strong fuschia and hematite, hung on a silvery-grey cord, and with a gorgeous coloured agate. But let's allow it to speak for itself.





Zwracam uwagę na tył -- postanowiłam wyjątkowo 'przyozdobić' go, zamiast podklejać, bo agat jest nieco przejrzysty. 

***

I'd like to draw your attention to the back -- I've decided to additionally ornament it, instead of backing it with felt, as the agate is sort of transparent.


niedziela, 14 lutego 2016

'Cor columbae'

Z okazji Walentynek prezentuję dziś kolczyki, które barwą i kształtami (przypominają nieco serca, prawda?) nawiązują do obchodzonego dziś 'święta'. Jeśli dodać do tego gołębi kolor kryształków, które użyłam, nazwa nasuwa się sama: 'Cor columbae', czyli Gołębie serce, szczególnie, że gołąb w niektórych starożytnych kręgach był symbolem miłości. :)
To moje pierwsze ażurki, nie są idealne, ale jestem nawet zadowolona. ^.^
Przy okazji tych kolczyków użyłam po raz pierwszy sznurka poliestrowego z USA kupionego w sklepie Royal Stone. Zaszokował mnie ten sznurek! Jest tak zupełnie inny od tłuściutkiego i gładkiego Chińczyka, którego zwykle używam... Kocham oba rodzaje <3 

***

Due to today's Valentine's Day, let me present to you earrings, which, in colour and shape (they do look a bit like hearts, don't they?), relate to the occassion. If to add to it the dove/pigeon colour of the crystal drops I used, the name (at least in Polish!) is obvious: 'Cor colombiae,' A dove's heart, and doves were considered symbols of love in some ancient cultures. :)
These are my first openwork soutache earrings, not at all perfect, but I'm quite content anyways. ^.^
I used a polyester soutache string from the US for the first time here, and I am quite shocked! It is so different from the chubby Chinese soutache I usually work with... I love both, though <3





Do tego mały zestawik, który wykonałam dla przyjaciółki; miał być mały, czarno-czerwony i elegancki. :) Kolorystyką nawiązuje do walentynkowego serducha więc wrzucam go tutaj. :)



I jeszcze dla Was wszystkich, którzy tu zaglądacie, czerwone serducho na Walentynki ode mnie! :D
Love you!



sobota, 13 lutego 2016

"Sultana" wisior z labradorytem i aż pięć filmów Wesa Andersona

Dziś kolorowo! Karnawał się skończył, ale jeszcze w czasie zabaw i kolorów udało mi się stworzyć ten barwny wisior z darowanym labradorytem tak pięknym, że chyba wszystko by do niego pasowało.(mam jeszcze kilka w zanadrzu!).
Jako inspiracja do zaprojektowania wisiora w takim kształcie i barwach posłużył serial. Sama nie mam telewizora, ale kiedy przyjeżdżam do rodziców, zawsze trafiam na odcinek "Wspaniałego Stulecia"... Ten turecki serial jest biżuteryjną kopalnią inspiracji!
Oprócz labradorytu w wisiorze znalazła się tęczowa sieczka z minerałów, szklany półsferyczny kaboszon i szklane japońskie koraliki, a całość wisi na druciku pamięciowym, na który nanizałam koraliki.
Tym razem chwalę się też tyłem - bardzo podoba mi się kontrast, jaki robi złota nitka zestawiona z niebieskim syntetycznym zamszem! :)

***

Today I give you some colours! The carnival is over, but still back in the period of fun and parties I made this colourful pendant with a labradorite so beautiful it would go with just about anything (and I still have some like it at hand!).
For the creation of this piece, a TV series served as inspiration. I don't have a TV, but every time I visit my parents "The Magnificent Century" is on... This Turkish series is indeed a mine of inspiration!
Besides the labradorite, in the pendant I included irregular-shaped rainbow stone mix, a glas semi-spherical cabochon and glass Japanese beads, and the pendant is hung on a memory wire embellished with glass beads.
This time the back is featured as well - I really like the contrast I made between the golden thread and the blue synthetic suede! :)




Filmowe Sz(Ż)ycie
W dzisiejszym "Filmowym Sz(Ż)yciu" polecam filmy równie kolorowe, jak mój Wisior. Wszystkie mocno polecam, bo Wes Anderson to jeden z moich absolutnie ukochanych reżyserów:


"Genialny Klan" (The Royal Tennenbaums) - fabularnie, szczerze mówiąc, nic szczególnego. Historia rodziny w momencie, kiedy wyrodny ojciec decyduje się pogodzić z żoną i dziećmi. Cały film urządza gra świetna aktorska, piękne palety kolorystyczne i charakterystyczny już styl reżysera.


"Podwodne Życie ze Stevenem Zissou" (The Life Aquatic with Steve Zissou) - mamy tu chyba standardowo ulubiony zestaw aktorski reżysera. Mamy również świetną kolorystykę i komicznie nieskładne dialogi. Duże nagromadzenie momentów typu "ale że o co chodzi?". To nie jest film o produkcji programu dokumentalnego. Jak dla mnie świetny!


"Pociąg do Darjeeling" (The Darjeeling Limited) - oceniam go najniżej (choć wciąż wysoko) w zestawieniu filmów Andersona, chyba dlatego, że trochę się dłużył (może to tyko moje wrażenie). Historia braci, którzy wsiadają do pociągu przemierzającego Indie, by odnaleźć matkę i dokonać mistycznego pojednania. Brzmi wydumanie, ale to typowy Anderson (jest nawet Bill Murray, przez kilka sekund, na początku!). Piękne barwy, zabawne, czasem nonsensowne dialogi, dużo nielogicznych, nagłych zdarzeń, dobra gra aktorska. 


"Kochankowie z Księżyca" (Moonrise Kingdom) - cudowny film. Anderson do standardowej obsady dokłada Bruce'a Willisa, Edwarda Nortona i Tildę Swinton. Nie mam do czego się przyczepić, jeśli chodzi o ten film. Po prostu wspaniałe dzieło sztuki filmowej! :D


Na koniec polecam równie gorąco "The Grand Budapest Hotel", który jest najnowszym tworem reżysera. Uczta dla oczu, genialna dynamiczna i - typowo - nieco nonsensowna komedia, z jeszcze większą ilością świetnych aktorów! Zasłużone 4 oscary!

Obiecuję, że w następnym poście będzie więcej biżuterii, a mniej filmów, jednak nie mniej wartościowych. ;-)

czwartek, 11 lutego 2016

'Militans' naszyjnik haft koralikowy

Pozwolę sobie się pochwalić pracą, która bardzo chce zostać u mnie, bo zarówno kamień, jak i to, co do niego dorobiłam bardzo mi się podobają...
Wierzcie mi, ten kamyk to nie był prosty kawałek chleba; ma on dość nieregularne  brzegi i niezbyt owalny kształt. Bardzo mi się jednak podobał, więc zastosowałam parę trików i obramowałam go tak, jak jeszcze żaden wcześniej - z użyciem rurek (TOHO bugle)! :)
Gdzieś kiedyś widziałam podobną koralikową koronkę naokoło wisiora, i postanowiłam odgrzebać sobie ten motyw z pamięci i coś pokombinować. Próbowałam, i prułam, i prułam znowu, aż w końcu uzyskałam takie pofalowanie, o jakim myślałam. Będzie takich więcej!
Co do sznura - cóż, miał być czarny sznur w złotej siateczce, ale koralików nie starczyło, więc załatwiłam to ściegiem flat spiral i niekonwencjonalnym zapięciem przy wisiorze - tyłu nie szpeci zapięcie, a z przodu karabińczyk ukryty jest pod koronką.

***

Let me present to you a necklace that wants very badly to stay with me; both the stone and what I added to it appeal to me quite much...
Trust me, this stone was no piece of cake; it has quite a rough edge and not really an oval shape. I liked it very much though, so I did a few tricks and framed it as I'd never done before - with tubes (TOHO bugles)! :)
As for the golden net - I have once seen something like it and decided that I'd dig it up from my memory and try to give it a go. I tried, and unravelled, and unravelled again, until I produced a wave I had in mind. There'll definitely be more of it!
As for the rope - well, it was initially to be a netted rope, but the beads didn't suffice, so I made the rope in flat spiral stitch with an unconventional clasp at the pendant - the back is not spoiled by a metal clasp, and in the front it is hidden behind the lace.






Filmowe Sz(Ż)ycie
Dziś w Filmowym Sz(Ż)yciu polecać będę klasykę...

        
Ojciec Chrzestny - muzyka, ten znany motyw przyprawia o gęsią skórkę! Nieco się zawiodłam, bo oczekiwałam niewiadomo czego po tak ikonicznym filmie. Mimo to warto zobaczyć! Część druga, rzekłabym, nawet nieco ciekawsza od pierwszej, a trzecia mało mi się podobała; z szefa mafii zrobiła się klucha... ;-)



sobota, 6 lutego 2016

Kolczyki dla Kariny - wyzwanie Sutasz.info

Te kolczyki zrobione zostały z myślą o konkursie organizowanym przez wskrzeszony ostatnio blog wyzwaniowy sutasz.info. Bardzo niecierpliwie czekałam, aż ta strona ponownie się uaktywni, wcześniej ją śledziłam, ale byłam jeszcze w sutaszowym przedszkolu, więc nigdy się nie zgłaszałam. W styczniu w końcu nadszedł ten dzień, sutasz.info reaktywował się, a ja już dojrzałam (zaczynam, powiedzmy, sutaszowe gimnazjum). Mój nieco podszkolony warsztat pozwala mi już, by nieśmiało zgłosić się do konkursu na równi ze świetnymi artystkami, które biorą w tych zabawach udział.
Tak więc prezentuję kolczyki dla Kariny: duże i okazałe, myślę, że świetnie wpasowałyby się w stylizację pani ze zdjęcia na banerze poniżej.

***

These earrings were created for a contest organised by the recently resurrected sutasz.info. I've been waiting impatiently for the blog to start again, earlier I wasn't ready to take part, my soutache being on a level  no higher than 'beginner.' Now I'm matured, perhaps entering 'intermediate,' and I think I can finally enter the contest to take part side by side with some great artists.
And so I present to you earrings for Karina: big and showy, I think they'd be wonderful to match the outfit of the lady in the banner below.






A prawda jest taka, że zrobiłam dwa lewe kolczyki (albo prawe, nie mnie decydować kto który gdzie będzie nosił), o czym zorientowałam się w połowie robienia drugiego. Fakt, że dół i góra kolczyka to lustrzane odbicia nie pomagał, bo jakkolwiek bym ten drugi odwróciła, i tak był jak ten pierwszy. Zdeterminowana, wyłuskałam kryształek (bo miałam, na złość, tylko 5), i zrobiłam drugi kolczyk, tym razem dobrze.
A że u mnie mało co się marnuje, z kolczyka-pomyłki zrobiłam bransoletkę. Wstawiłam inne, pasujące kryształki, poprawiłam to i owo, dorobiłam, i jest.

***

And the truth is, I made two left earrings (or right, doesn't matter), and I realised it aroud the middle of making the second one. The fact that the top and the bottom are mirror reflections of one another made it no easier: no mater how I would have turned the second, it would be identical to the first anyway. Determined to do this anyway, I retrieved one crystal (as I only had 5 drops) and I made the second earring, properly this time.
Due to the fact that I waste (almost) nothing, from the faulty earring I made a bracelet. I Put in two other, matching crystals, fixed up some stuff, added some stuff and here it is.




Na koniec szybciutko:

Filmowe Sz(Ż)ycie

  


Polecam animacje Tomma Moore'a: "Sekrety Morza" i "Sekrety Księgi z Kells", są niezwykle klimatyczne, zupełnie inne, mnóstwo w nich celtyckiego i 'elfiego' ducha z odrobiną nostalgii i przemyśleń życiowych. Najnowsza animacja - "The Prophet" ("Prorok") równie klimatyczna, ale jak dla mnie nadmuchana filozoficznie, bardziej niż Paulo C. Może to dla tego, że oglądałam to pod wpływem grzanego wina. ;-)


Polecam "Zjawę" ("The Revenant"), choćby ze względu na monumentalność tego filmu. I żeby zobaczyć za jak niewiele słów Leo D dostanie Oscara. No bo teraz już musi!

poniedziałek, 1 lutego 2016

Pasma Sari po raz pierwszy...

Gwiazdą tego wpisu jest para kolczyków, które zaprojektowałam podczas jednych niezwykle zajmujących zajęć filozofii parę tygodni temu. Te kolczyki to moje pierwsze użycie recyklingowych, ręcznie barwionych pasm materiału sari, nieokrzesanych i nieregularnych, a jakże pięknych. Bardzo je polubiłam i mam nadzieję użyć jeszcze nie raz. :)

***

The star of this post is a pair of errings designed during an especilly fascinating philosophy class a few weeks ago. These earrings are my first go with recycled sari textille stripes, handcoloured, very rough, irregular, and beautiful. I got to like them very much and hope to use them more. :)




Do tego chciałam jeszcze pokazać wisior, który miał być bransoletką, ale nie chciał. No i go zepsułam, więc zostawiam sobie. Czy nie? :)

***

I'd also like to show you a pendant that was supposed to be a bracelet but wouldn't. Also, I ruined it quite much, so I'm leaving it for myself. Or not? :)





Filmowe Sz(Ż)ycie

W Filmowym Sz(Ż)yciu tym razem nie dotrzymuję obietnicy - tylko jedna pozycja:


Synchronicity - wyjtkowe science-fiction, film skupiający się na bardziej 'realistycznym' wymiarze podróży w czasie. Fantastyka bardzo naukowa. Film ma charakterystyczny, monotonny i powolny tok (w pozytywnym znaczeniu tych słów!), jest taki nie-hollywoodzki, wciągający, dający do myślenia. Mnie bardzo się podobał, polecam, jeśli gdzieś na niego traficie!